Plebiscyt Złote Stopy 2009/2010 dobiegł końca. W poszczególn...
Najmłodsza Polka, która opłynęła samotnie świat
20 kwietnia 2009 kapitan Marta Sziłajtis-Obiegło, lat 23, wpłynęła do mariny w Puerto La Cruz w Wenezueli kończąc swój samotny rejs dookoła świata. Rejs rozpoczął się w tym samym porcie 27 kwietnia 2008 i trwał 358 dni.
23-letnia poznanianka jest najmłodszą Polką, która samotnie opłynęła kulę ziemską. Młoda żeglarka przepłynęła łącznie ponad dwadzieścia pięć tysięcy mil i zatrzymała się w 19 portach w 11 krajach. Żeglowała na jachcie „mantra ANIA” o długości 8.5 m.
Trasa rejsu prowadziła z Wenezueli przez Morze Karaibskie, Kanał Panamski, Pacyfik, Północną Australię, Ocean Indyjski i Południowy Atlantyk. Po drodze odwiedziła Panamę, Wyspy Galapagos, Polinezje Francuską, Wyspy Tonga, Vanuatu, Australię, Wyspy Kokosowe, Mauritius, Afrykę Południową, Wyspę Świętej Heleny i Brazylię.
Uczestnicy wyprawy: Marta Sziłajtis-Obiegło
Relacja z wyprawy:
http://www.mantra28.pl/marta/
Komentarze do wyprawy

Plebiscyt Złote Stopy 2009/2010 dobiegł końca. W poszczególn...



A Pani Marcie oczywiście gratulacje, ogromne jak oceany świata! :)i życzę więcej takich pomysłów
To juz nie jest samotnie, kazdy zeglarz wie doskonale ze kanalu panamskiego nie da sie zrobic samotnie, potrzebny jest agent (pilot) na pokladzie i 4 osoby do trzymania lin, wiec przez kanal Martunia przeplynela w towarzystwie przynajmniej piecioosobowym.
Jak to sie ma do samotnego Rejsu?
To samo dotyczy Miss Pajkowskiej.
Samotnie byloby dookola Hornu.
No tak, syrenka morska sie nie liczy, Marta byla sama:-)))
Ech...smieszne czy zalosne....
Dziękuję, oto mi chodziło.
(przecinek stawia się bliżej Afryki:)
(patrz godzina wysłania ostatniego maila).
Całą tą swoją pisaniną daje kolejny dowód, że Polaków , a może tym razem Polek nic tak nie boli , jak cudzy sukces.
Przykre i bez sensu.
Ostatni jednak mail Veracious - w którym tak barwnie opisuje trudności w żegludze na południu Afryki , dodaje tylko Pani Marcie splendoru - dzielna dziewczyna !!!
Jestem zaledwie żeglarzem "Błotno-szuwarowym" i tym bardziej podziwiam .
Jestem przekonany ,że o sukcesach tej ślicznej i sympatycznej dziewczyny jeszcze nie raz usłyszę.
A swoją drogą to wiem ,że pomimo dwóch nazwisk jest panną. Może ktoś wie , czy jest na stałe kimś związana ?
Śliczne ciacho ta Panna Marta !!!!
Poczytajcie o tym rejsie, jest dużo materiałów. Nawet na stronie Marty. Idea była słuszna realizacja niemal doskonała, ale południowy róg Afryki, to jest miejsce szczególne...
Wszyscy żeglarze, którzy opływają RPA stają przed ogromną próbą i są nierzadko bardzo wystraszeni. Tam ścierają się dwa oceany i pole lodowe bieguna płd. jest blisko. Występują tak dynamiczne zmiany pogody, że nawet statki bardzo uważnie planują pokonanie tego zakątka Ziemii.
Sporo statków nie przepłynęło tego przylądka... (np. tankowiec, który przełamał się na pół i poszedł na dno razem z załogą). Z jachtami jest jakby inaczej, bo one zachowują się jak korek i trzymają się powierzchni fali. Ale to tylko małe pocieszenie.
Fale dochodzą tam do 20 metrów wysokości. Wybrzeże od Durbanu do Kapsztadu opływa jeden z najsilniejszych prądów wodnych na świecie. Przy niekorzystnym układzie wiatru, jacht płynąc względem wody de facto długimi godzinami stoi w miejscu względem mapy. Lub się cofa...
Gdy sztorm przychodzi przeciwko prądowi, fala robi się nie tylko bardzo wysoka, ale również niespotykanie stroma. Przy ekstremalnych stanach pomiędzy grzbietami ogromnych fal mogą pojawić się równie ogromne dziury w wodzie... Opisuje to Jasiek Kowalczyk, który widział takie dziury koło Nowej Zelandii. Cudem dopłynął do portu...
To nie są żarty. Tamto miejsce elektryzuje wszystkich, którzy przymierzają się do jego eksploracji. Czeski żeglarz w swoim samotnym rejsie dookoła świata, ledwo uszedł z życiem podczas sztormu. Gdy dopłynął do portu długo do nikogo się nie odzywał. Zaszył się gdzieś i dochodził do siebie po tym, co przeżył (i zobaczył).
Polski zeglarz - globtroter, przemierzający świat przez 32 lata (7 razy dookoła świata!), na odcinek Durban - Kapsztad nie mógł znaleźć załogi. Zgodziła się tylko jedna młoda Australijka. Ledwo przeszli.
Kpt. Pajkowska płynąca miesiąc wczaśniej tą samą drogą, na widok 6 metrowych fal schroniła się w porcie, rezygnując nawet z postoju na kotwicowisku (łamiąc tym samym reguły swojego rejsu solo non-stop). Przeczekała i popłynęła dalej - trzy dni później. A to bardzo doświadczona żeglarka z tej samej drużyny co Marta.
Czy 23-letnia "blondynka" była pozbawiona emocji? Nie czuła lęku przed morskim "piekłem"? Nic z tych rzeczy. W jednym z wywiadów jej rodzina wyraziła szczególną obawę o przejscie całego Oceanu Indyjskiego, ze szczególnym podkreśleniem samego przylądka Dobrej Nadziei. Do RPA chcieli wysłać brata Marty, żeby był blisko niej, gdy będzie przy Afryce Płd.
Czy to jeszcze nie daje nic do myślenia?
No to poczytajcie ten fragment: "Tak się złożyło, że w chwili zerwania się jachtu z kotwicy, na pokładzie znajdowały się dwie panie. Żeglarce-"samotniczce" towarzyszyła Magdalena Makowska. Do zdarzenia doszło na wysokości Kenton."
Albo cały artykuł: http://www.zagle.com.pl/artykul/czytaj/zaloga-mantra-ania-uratowana-z-katastrofy,7704/
Półtora roku temu...
-
Szczególnie teoretycy sportu z kanapy przez telewizorem.
Trzymam kciuki za Panią.
Ktoś wyraźnie nie może znieść, że młoda blondynka podbiła starsze żeglarki.
Po co ta cała pyskówka?
Oby wam starczyło odwagi, zza klawiatur, żeby wyruszyć w taką podróż.